Ostateczne rozwiązanie kwestii katolickiej
Robiąc porządki (lubię odkurzać w niedziele, niech sąsiedzi wiedzą, że w dupie mam ich przykazanie "dzień święty święcić") zauważyłem, o zgrozo, że nad drzwiami pokoju nadal wisi metalowy "Żyd na patyku".
Ściągnąłem ten symbol dziadostwa, cierpiętnictwa i poddaństwa.
Miałem wyrzucić na śmietnik, ale pomyślałem, że jeszcze by go ktoś stamtąd wyciągnął, więc wrzuciłem do szuflady ze śmieciami. Tam jego miejsce.
Krzyż jest z mocnej stali. Może się przydać do jakichś robótek w domu: coś przepchać, dziurę zrobić, coś podważyć, jakieś gówno wyciągnąć z zapchanego zlewu... itp.
Kiedy omiatałem odkrzurzaczem ściany, zauważyłem, że nad półką z książkami wisi drewniany "obrazek", pamiątka z mojej I komunii. Łza się w oku kręci. Namalowany przez klechę, który mnie indoktrynował w dzieciństwie.
Paskudna pseudoikona pociągnieta lakierem z wizerunkiem tego żałosnego cieśli, który uczył pasterzy kóz błędnych nauk, o tym, że "Bóg jest miłością" itp. nonsensów.
Natychmiast ściągnąłem. Pojdzie na rozpałkę w kominku.
Porządkując księgozbiór po mamie, która zmarła pół roku temu (Panbóg w swym nieskończonym miłosierdziu i wszechogarniającej miłości podziękował jej za ciężkie i pracowite życie rakiem mózgu. Mama wiele lat przed śmiercią przestała chodzić do Kościoła, a niecenzuralnych słów, które wypowiadała na widok prymasa, biskupów i księży w TV nie będę tu cytować. Zażyczyła sobie pogrzebu bez księdza -dzielna i mądra kobieta!!), odkryłem też kilka książek o zdecydowanie obskuranckim, religianckim i wstecznym charakterze.
Kolorowo i nowocześnie wydana Ewangelia Łukasza. Podarłem na strzępy i na makulatarę. Ale znalazłem potem inne perełki:
"Mistrz. Życie Jezusa" J. Pollock - powieść PAX.1987.
Katechizm "Bóg z nami". 1971 r. "Mała ilustrowana historia biblijna" z 1970 r. - dwa wstydliwe dowody tego, że ja i mój brat w dzieciństwie byliśmy intelektualnie zanudzani przez klechów. Z dobrym skutkiem: obaj jesteśmy ateistami.
Co jeszcze? Ewangelie i dzieje apostolskie" (1952 r.) po mojej matce oraz "Nowy Testament" z 1982 r.
Wszystkie te książki spalę z radością w kominku.
Zostawię sobie jedynie ten ostatni "NT". W celach li tylko naukowych. Na takiej samej zasadzie trzymałbym w księgozbiorze podręcznik psychiatrii. Albo "Mein Kampf", gdybym miał. (mam oczywiście e-booka).
I tak oto w mojej prywatnej przestrzeni domowej dokonała się ostateczna dekatolizacja.
Czego i Wam życzę i waszym dzieciom.

Ania 4Ever
Frustracja nie jest dobrym pomysłem
na życie.
Zadręczaj się nadal,choruj nadal skoro taki twój wybór.
Ktoś zaprzeczy??
Dla nas Ateistów wy Katolicy dajecie się robić w bambuko tak czy tak.
" Tak jest !! Dzisiaj wyrzuciłem obrazek com od xiedza dostał na kolędę. Chrzanię Boga. Jestem wolny. Mój umysł wreszcie (sic!) też !! " .
Sauruss pozera jak chooy.
Po co o tym piszesz? Marna prowokacja . Nic nowego. Kazdy kto czyta twojego bloga zna cie wlasnie takim. Nie wniosles nic nowego !!!
Ja nie pisze i nie chwale sie wszem i wobec ze wysrałem dzisiaj batona snickersa, którego zapiłem puszką Coca-Coli. Wobec czego nie ubiorę to w pozerę jak Ty zwykłeś typu :
- pieprzę kapitalizm , pieprzę Amerykę, jej symbole i imperializm. Pieprzę kosumencję !! Dzisiaj wyszczałem jeden z symboli Ameryki !!
Czego życzę Wam i Waszym dzieciom.
Sauruss - monotematyczność. Ale skoro napisałeś , że to OSTATECZNE ROZWIĄZANIE KWESTII KATOLICKIEJ u Ciebie to chyba jeden z najszczęśliwszych dni w moim życiu. Bo mam wielką nadzieję,że nie będziesz więcej pisał wciąż tego samego próbując szokować ( marnie zresztą) .